Nie dyskutuj z idiotą...
... bo sprowadzi cię do swojego poziomu i pokona doświadczeniem.
Chyba nie ma bardziej błahego powodu do złapania doła niż komentarz obcego człowieka w internecie. Co prawda człowieka mieszkającego na twoim osiedlu, ale wciąż w internecie. No i czy na pewno... Człowieka?
Przeraża mnie to ile w ludziach jest nienawiści do innych, ile agresji i jadu, który wyrzucają na innych totalnie bez konsekwencji.
Ona już dawno zapomniała, że cokolwiek napisała, a ja będę teraz pół nocy siedzieć i to roztrząsać. Bo tak mam, bo nienawidzę siebie, mojej choroby, mojego ciała. Nienawidzę siebie więc dodatkowo będę się mentalnie kopać. Wiem, że to bezsensowne, wiem, że mózg tej dziewczyny nie wypełnił by kieliszka od jajka, ale to jakby nic nie zmienia.
Miałam ciężki dzień.
Choć nie, w sumie to dzień był w porządku, w pracy było całkiem przyjemnie, a dopiero gdy zaszło słońce zaczęły się schody. Otóż mój mąż postanowił zapolować na sarnę. Naszym NOWYM samochodem. Na szczęście nikomu nic się nie stało (chyba, bo sarna postanowiła się oddalić z miejsca zdarzenia nie zgłaszając większych obrażeń, ale kto ją tam wie jak było naprawdę) zderzak spełnił swoją funkcję - zderzył się i połamał - czyli odwalił kawał dobrej roboty, do której został stworzony. Niestety mój mąż postanowił się rozsypać. Nie zrozumcie mnie źle, on ogólnie ma teraz ciężko (wszyscy mają ciężko!!!) w pracy etap, w domu dwójka dzieci i chora żona na którą nie może patrzeć i która ciągle coś od niego chce (a to żeby pozmywal, zrobił dzieciom jeść, powiesił jakieś durne lampki i tak w koło i w koło i wkoło) i teraz jeszcze ten nieszczęsny zderzony z sarną zderzak.
Co miałam robić? Wzięłam głęboki oddech i zebrałam się w sobie, przytuliłam, zapewniłam, że wszystko jest dobrze, że jest świetnie, że jest pysznie i wiecie co? Nawet dałam radę się zaśmiać! Choć ten dźwięk brzmi w moich uszach coraz bardziej obco. Nie wiem czy to coś mu pomogło, ale chce wierzyć, że tak, bo dziś oddałam mu już moje ostatnie zasoby.
Dlatego dotknął mnie komentarz jakieś pustej laski w internecie, która rzuciła mi w twarz moją nadwagę. I jasne! Mogłam jej napisać: ja na usprawiedliwienie tłuszczu mam raka trzustki, a ty jaką masz wymówkę dla bycia idiotką?! Ale co by to zmieniło? Czy poczułabym się lepiej? Oczywiście, że nie, bo na tym by się nie skończyło. Sprowadzilaby mnie do swojego poziomu i pokonała doświadczeniem.
Więc teraz chowam się już pod kołdrą i rozmyślam. Rozmyślam o półmaratonie Mikołajów w Toruniu, a zimowej Dębowej piętnastce, o dziesiątkach biegów na dychę w których brałam udział. O radości jaką dawało mi bieganie mimo, że zawsze kończyłam w ogonie stawki (bycie pierwszym to żaden prestiż to na ostatniego wszyscy czekają!). Myślę też o tym, że teraz nie jestem w stanie przejść pięciuset metrów bez zadyszki, że pokonanie schodów nie raz jest ponad moje siły, a czas odliczam nie od startu do startu tylko od chemii do chemii.
I jeszcze tęsknię za Tatą. Zbliżają się jego urodziny.
Komentarze
Prześlij komentarz